09.09.2013
09.09.2013
19 marca 2017
Czasami za wolno mysle… a za powolne myslenie zycie kara.
Mysle spokojnie i powolnie, rzadko burzliwie… i to jest ten problem…
Moje dzeicinstwo nie bylo latwe, mlodociany wiek jeszcze mniej, ale moje tzw. „dorosle” to koszmar. Splot bolu i wszystkiego, czego nawet wrogom sie nie zyczy.
Czasem mysle o ile latwiej by bylo byc calkowiecie sierota, czy to cos by dalo. Przy tym jak przyciagam jedna katastrofe za druga. A czasem mysle o wiele prosciej – najlepiej jakby mnie wcale nie bylo! Zadnych wyzwisk i ponizen ze strony konkubina mojej matki. Zadnych upokorzen od „kolegow i kolezanek” z klasy. Zadnego wiecznego uwlaszczania sie i bolu od strony siostry.
Jestem slaba – to wiem. Jestem zalamana – i to juz ostatecznie.
Wlasnie poraz kolejny z rzedu wyszlam z domu i…
no wlasnie i nic…
Zero planu co dalej, zero pieniedzy, zero perspektyw na poprawe.
Siedze pod daszkiem jakiegos przedszkola, jeszcze nie wiem na jak dlugo…
Siedze i slucham jak deszcz leje sie z chmur. To jedna z krotkich chwil jakie mam w zyciu, gdzie jestem sama i jestem soba. Nawet tak dokladnie nie pamietam ile to juz czasu minelo odkad moglam sama usiasc i cos napisac. Obojetnie co tylko zeby sama dla siebie i pocichutku od tak w samotnosci. Upokajace uczucie… Cisza i totalna pusta wewnatrz… Dawno sie tak wolna nie czulam.
Ostatecznie zrzucialam lancuchy… Nie wracam!
Teraz tylko zdrowy rozsadek i zastanowic sie co zrobic z ta wolnosica…
Trzymac kciuki, zebym dala rade…
19 marca 2017
Czasami za wolno mysle… a za powolne myslenie zycie kara.
Mysle spokojnie i powolnie, rzadko burzliwie… i to jest ten problem…
Moje dzeicinstwo nie bylo latwe, mlodociany wiek jeszcze mniej, ale moje tzw. „dorosle” to koszmar. Splot bolu i wszystkiego, czego nawet wrogom sie nie zyczy.
Czasem mysle o ile latwiej by bylo byc calkowiecie sierota, czy to cos by dalo. Przy tym jak przyciagam jedna katastrofe za druga. A czasem mysle o wiele prosciej – najlepiej jakby mnie wcale nie bylo! Zadnych wyzwisk i ponizen ze strony konkubina mojej matki. Zadnych upokorzen od „kolegow i kolezanek” z klasy. Zadnego wiecznego uwlaszczania sie i bolu od strony siostry.
Jestem slaba – to wiem. Jestem zalamana – i to juz ostatecznie.
Wlasnie poraz kolejny z rzedu wyszlam z domu i…
no wlasnie i nic…
Zero planu co dalej, zero pieniedzy, zero perspektyw na poprawe.
Siedze pod daszkiem jakiegos przedszkola, jeszcze nie wiem na jak dlugo…
Siedze i slucham jak deszcz leje sie z chmur. To jedna z krotkich chwil jakie mam w zyciu, gdzie jestem sama i jestem soba. Nawet tak dokladnie nie pamietam ile to juz czasu minelo odkad moglam sama usiasc i cos napisac. Obojetnie co tylko zeby sama dla siebie i pocichutku od tak w samotnosci. Upokajace uczucie… Cisza i totalna pusta wewnatrz… Dawno sie tak wolna nie czulam.
Ostatecznie zrzucialam lancuchy… Nie wracam!
Teraz tylko zdrowy rozsadek i zastanowic sie co zrobic z ta wolnosica…
Trzymac kciuki, zebym dala rade…
Komentarze
Prześlij komentarz