Cos innego ;-D
Cos innego ;-D
19 września 2007
Dzisiaj rano znalazlam na biblionetce ciekawa notke, ktora przypomniala mi moja podobna przygode.
Jak niektórzy tatusiowie wychowują dzieci…..
Czytatnik: wieczornik….
Autor: wcale nie -> (Taryn)
Czytatka dodana: 2007-09-19 11:05:29
Siedzi we mnie ta zadra od soboty, muszę z siebie wyrzucić, mam nadzieję, że zrozumiecie. :-)
W sobotę popołudniem chylącym się ku wieczorowi poszliśmy z mężem na spacer. On ma taką ulubioną trasę, bulwarem nad Wisłą, między mostem dwupoziomowym a Kierbedzia (dla niezorientowanych: między Gdańskim a Śląsko-Dąbrowskim). Było pochmurno, nieco chłodnawo, pusto i spokojnie, tylko kawałek za nami od mostu szedł tatuś z dziecięciem płci nieznanej na trójkołowym rowerku. Wisła podniosła poziom, tam gdzie niedawno między roślinnością siadywali na rozkładanych krzesełkach wędkarze – teraz wartko toczyła się woda, zahaczając nawet o dolne stopnie prowadzące na bulwar.
Po trawniku polatywały ptaszyska, nie kruki i nie kawki, ale czy to wrona czy gawron, to nie wiem, no i jedno z nich stanowi clou sprawy. Inteligentny ptaszek dorwał orzech włoski i kombinował, jak rozbić skorupę, całkiem nieźle myślał, lecąc z nim kawałek w górę i upuszczając na beton. Raz omal mu się nie utopił w Wiśle, bo bardzo ładnie odbijał się od schodów, ale dzielny ptak złapał już mokry i zanurzający się w falach. Zastanawialiśmy się, jak mu pomóc w rozbiciu orzecha, ale widać było, że będzie uciekał z łupem w dziiobie i sprawa się nie uda. No i stało się – raz za wysoko poleciał z orzeszkiem, który odbity potoczył się w stronę tatusia z dzieckiem. Ptak nie zdążył, tatuś go odgonił, podniósł orzech i dał dziecku. A mnie szlag trafił. Dobrze, że Leszek trzymał mnie za rękę i pociągnął dalej, bo miałam wielką ochotę cofnąć się i powiedzieć tatusiowi, co o nim myślę. I to by nie były słowa cenzuralne.
Jak można było zabrać zwierzęciu jedzenie??? W końcu dla tego dzieciaka to tylko zabawka albo smakołyk, a dla ptaszyska pożywienie. Czego tatuś nauczył potomka? Że słabszemu można wszystko odebrać, że nie liczy się zwierzę, tylko jego fanaberia. Dalej mnie cholera trzęsie.
Całą resztę spaceru miałam zepsutą, już mnie nie cieszył spokój i cisza bulwaru, nie oglądałam się na Wisłę, tylko co jakiś czas rzucałam okiem do tyłu, czy się tatuś nie zbliża – gdyby nas dogonił, to chyba bym nie wytrzymała i nawymyślała mu. W okolicy barek Leszek wpadł na pomysł, że możemy jutro przyjść i przynieść grochu albo łuskanej fasoli, żeby sobie ptaki zjadły. Trochę mnie to pocieszyło, że jednak uda mi się jakieś zadośćuczynienie za wrednego tatusia i wracając do domu zakupiłam kilogram grochu.
Niestety, niedziela była zdecydowanie cieplejsza i pogodniejsza od soboty, więc mimo, że pojechaliśmy na bulwar – nic nie wyszło z zadośćuczynienia. Dużo ludzi spacerowało, jeździli rowerzyści, a ptaszyska się pochowały, do tej pory źle się czuję z tą myślą o ptaku obrabowanym z pożywienia, któremu nie mogłam nic dać w zamian.
Niech diabli wezmą tego tatusia!
…
Tacy rodzice rzadko mysla, tylko robia wszystko wokol swoich dzieci automatycznie. Dziecko chce to ma. Bo po co sobie psuc nerwy i uczyc dziecko, ze nie wszystko w zyciu mozna miec albo nie wszystko mozna sobie wziasc z natury. Juz raz mialam podobna sytuacje, tylko ze ja zainterweniowalam u siostrzenca i nie pozwolilam mu zabrac ptakowi zoledzia. Za co zostalam przez inna kobieta prawie obrazona, bo unosila sie dlaczego zabraniam dziecku miec przyjemnosc zabrania sobie zoledzia. Owszem normalnie bym nie zabronila, ale tego zoledzia mial juz jakis ptak jako jedzenie.
Po tym zdarzeniu przynieslismy nawet troche starych, od zeszlego roku, orzechow wloskich dla zwierzatek w lesie. Maly mial taki ubaw, ze robi cos milego dla zwierzatek, ze prawie caly park sie o tym dowiedziel. O tym co dziecko sie uczy decyduja rodzice i otoczenia, w ktorym zyje dziecko. Jak oni nie pokaza dobrego zachowania to dziecko sie tego nie nauczy samo z siebie tak szybko.
19 września 2007
Dzisiaj rano znalazlam na biblionetce ciekawa notke, ktora przypomniala mi moja podobna przygode.
Jak niektórzy tatusiowie wychowują dzieci…..
Czytatnik: wieczornik….
Autor: wcale nie -> (Taryn)
Czytatka dodana: 2007-09-19 11:05:29
Siedzi we mnie ta zadra od soboty, muszę z siebie wyrzucić, mam nadzieję, że zrozumiecie. :-)
W sobotę popołudniem chylącym się ku wieczorowi poszliśmy z mężem na spacer. On ma taką ulubioną trasę, bulwarem nad Wisłą, między mostem dwupoziomowym a Kierbedzia (dla niezorientowanych: między Gdańskim a Śląsko-Dąbrowskim). Było pochmurno, nieco chłodnawo, pusto i spokojnie, tylko kawałek za nami od mostu szedł tatuś z dziecięciem płci nieznanej na trójkołowym rowerku. Wisła podniosła poziom, tam gdzie niedawno między roślinnością siadywali na rozkładanych krzesełkach wędkarze – teraz wartko toczyła się woda, zahaczając nawet o dolne stopnie prowadzące na bulwar.
Po trawniku polatywały ptaszyska, nie kruki i nie kawki, ale czy to wrona czy gawron, to nie wiem, no i jedno z nich stanowi clou sprawy. Inteligentny ptaszek dorwał orzech włoski i kombinował, jak rozbić skorupę, całkiem nieźle myślał, lecąc z nim kawałek w górę i upuszczając na beton. Raz omal mu się nie utopił w Wiśle, bo bardzo ładnie odbijał się od schodów, ale dzielny ptak złapał już mokry i zanurzający się w falach. Zastanawialiśmy się, jak mu pomóc w rozbiciu orzecha, ale widać było, że będzie uciekał z łupem w dziiobie i sprawa się nie uda. No i stało się – raz za wysoko poleciał z orzeszkiem, który odbity potoczył się w stronę tatusia z dzieckiem. Ptak nie zdążył, tatuś go odgonił, podniósł orzech i dał dziecku. A mnie szlag trafił. Dobrze, że Leszek trzymał mnie za rękę i pociągnął dalej, bo miałam wielką ochotę cofnąć się i powiedzieć tatusiowi, co o nim myślę. I to by nie były słowa cenzuralne.
Jak można było zabrać zwierzęciu jedzenie??? W końcu dla tego dzieciaka to tylko zabawka albo smakołyk, a dla ptaszyska pożywienie. Czego tatuś nauczył potomka? Że słabszemu można wszystko odebrać, że nie liczy się zwierzę, tylko jego fanaberia. Dalej mnie cholera trzęsie.
Całą resztę spaceru miałam zepsutą, już mnie nie cieszył spokój i cisza bulwaru, nie oglądałam się na Wisłę, tylko co jakiś czas rzucałam okiem do tyłu, czy się tatuś nie zbliża – gdyby nas dogonił, to chyba bym nie wytrzymała i nawymyślała mu. W okolicy barek Leszek wpadł na pomysł, że możemy jutro przyjść i przynieść grochu albo łuskanej fasoli, żeby sobie ptaki zjadły. Trochę mnie to pocieszyło, że jednak uda mi się jakieś zadośćuczynienie za wrednego tatusia i wracając do domu zakupiłam kilogram grochu.
Niestety, niedziela była zdecydowanie cieplejsza i pogodniejsza od soboty, więc mimo, że pojechaliśmy na bulwar – nic nie wyszło z zadośćuczynienia. Dużo ludzi spacerowało, jeździli rowerzyści, a ptaszyska się pochowały, do tej pory źle się czuję z tą myślą o ptaku obrabowanym z pożywienia, któremu nie mogłam nic dać w zamian.
Niech diabli wezmą tego tatusia!
…
Tacy rodzice rzadko mysla, tylko robia wszystko wokol swoich dzieci automatycznie. Dziecko chce to ma. Bo po co sobie psuc nerwy i uczyc dziecko, ze nie wszystko w zyciu mozna miec albo nie wszystko mozna sobie wziasc z natury. Juz raz mialam podobna sytuacje, tylko ze ja zainterweniowalam u siostrzenca i nie pozwolilam mu zabrac ptakowi zoledzia. Za co zostalam przez inna kobieta prawie obrazona, bo unosila sie dlaczego zabraniam dziecku miec przyjemnosc zabrania sobie zoledzia. Owszem normalnie bym nie zabronila, ale tego zoledzia mial juz jakis ptak jako jedzenie.
Po tym zdarzeniu przynieslismy nawet troche starych, od zeszlego roku, orzechow wloskich dla zwierzatek w lesie. Maly mial taki ubaw, ze robi cos milego dla zwierzatek, ze prawie caly park sie o tym dowiedziel. O tym co dziecko sie uczy decyduja rodzice i otoczenia, w ktorym zyje dziecko. Jak oni nie pokaza dobrego zachowania to dziecko sie tego nie nauczy samo z siebie tak szybko.
Komentarze
Prześlij komentarz