kilka z 2008 postów
kilka zgubionych postow z 2008…
6 marca 2017
Znalazlam kilka zgubionych postow z roznych lat, ktore mimo wszystko chetnie bym opublikowala.
2008:
14.02.2008
Nie umiem kochac, bo nigdy mnie tego nie nauczono.
Nie umiem mowic co czuje i chce, bo i tak nikogo to nie obchodzi.
Nie umiem tak wiele rzeczy, ktore ode mnie sie wymaga.
Jestem szczesliwa kiedy jestem sama, bo nie lubie byc zbyt dlugo z ludzmi.
Jestem szczesliwa gdy noc nade mna czuwa i gdy jestem zdala od wszystkiego.
Czuje i wiem, ze nie rozumiem mnie swiat. On nie jest na mnie gotow i nigdy nie bedzie.
Jestem jak dewotka, innych oczerniam a swoje za pazucha mam. Nie umiem kochac, czy czegos zalowac, bo taka stworzyla mnie moja rodzina.
Dorastalam sama bez tego co mnie mialo ksztaltowac i powiedziano, ze mam wszystkie ludzkie cechy, porzadnej i kochajacej osoby, ale to tylko obluda.
Fasada do obalenia, nieistniejacy juz mit.
Nigdy nie naucze sie kochac, bo tego nie potrzebuje. Wszystko co za zachcianke mam juz znalazlam i na polke odlozylam. W razie czego. To odwiedze znajomych czy to rodzine. Ale tak to nie potrzebuje milosci. Jest ona mi zbedna i wredna.
Zbyt bolesna i natretna.Ogranicza moja wolnosc. Potrafie wstac i wyjsc nie ogladajac sie za siebie i nie czujac skurcz serca.
Nie bede nigdy zalowac, bo mnie nie zalowano.
Nie zalowano moich zniszczonych marzen, nie zalowano wysmianych snow. Nie zalowano a ja mam zalowac?
Nie bede nigdy w pelnio czlowiekiem, bo by moc nim byc trzeba umiec kochac, przebaczac i przepraszac. A ja z tych rzeczy umiem klamac. Potrafie pieknie pisac, ale za nimi nie kryje sie wiele. To puste wartosci, pojecia bez zastosowania. Umiem je, bo mi je powiedziano:”zapamietaj!”, ale nigdy nie wyjasniono po co i do czego.
Jestem nowoczesna wersja I.A. Urodzona z natury, przemienia w bezduszna istote z pozoru wygladajaca jak mala nieistotna jednostka. Ale to od jednostki sie zaczyna. To one poruszaja masy, to one potrafia na nie wplywac, jak Titanic na gore lowdowa. Zmienic poglady, zmienic wiare, tok myslenia. Zmienic wszystko co duszy daje sily do zycia by udusi sie sama. „Bo na co? Bo po co?” – to w dzisiejszych czasach.
Nigdy mnie nie zalowano, nigdy mnie spytano. Tylko wybrano i kazano, a teraz… gdy juz za pozno…
chca bym kochala, rozumiala i wybaczala…
„Jak?” – pytam. „Po co?” – pytam. A oni bo tak trzeba, bo tak z milosci. Ale ja nie mam milosci, jest tylko fasada mitow do obalenia.
14.05.2008:
Czasami dziwie sie samej sobie skad biore, co niektore slowa. Czasem napisze cos ladnie i skladnie, ale najczesciej powtarzam sie.
Pisze, bo sie udusze.
Musze cos robic, musze cos pisac. Bez tego nie umiem.
Nasmiewali sie ze mnie, ze poezje pisalam, ale gdy moj polonista i jeden „cool kid” powiedzieli, ze to super co robie, to sie zmienilo troche. Ale nie za wiele. I tak bylam inna jak oni. Probowali sie czepiac, ale szybko pozalowali, gdy poznali Oreze Slowa, ktore dozywotnia zlosnica posiada. Zamknieli buziuchny i basta! Ale i tak bylo dalej inaczej.
Teraz tez jest inaczej.
Matura zdana. Prawie 3 lata w Hamburgu, przeszlo 2 lata blog. Prawie ta sama co dawniej, prawie inna.
Wszystko dookola zmienia sie tylko ja jakos nie mam na to ochoty. Nie mam na to wcale ochoty.
Mi jest dobrze jak jest. Ale nie swiat chce zawsze lepiej. Czasemi zastanawiam sie: „Na co?”. No, ale to ma tak byc… Tak sadze…
Powiedziano mi, ze mam byc przyzwoita osoba, a nie dano duzo przykladow. Kazano byc idealem a ja takiego nigdy nie widzialam, a pojecia nie rozumiem do dzis.
Czuje sie samotna pomimo przyjaciol. Czuje pustke tkwiaca w sercu, bo ich nie ma teraz kolo mnie. Oni nie maja teraz czasu dla mnie. Kazde z nas goni za tym co mu los kazal szukac. Podano przyklady i kazano wybrac, i teraz gonic za tym celem. Za marzeniem, tylko czy na pewno naszym wlasnym? Ciagle dostaje nowe pomysly, ciagle pokazuja mi inne sposoby by byc kims kim nie chce byc.
Umieram w kolejnej skorupie.
Umarla skorupa zludzen i fasad mitycznych. Ale za to znalazla sie inna. Silniejsza…
„Siedze na szczycie swiata i czuje moj wlasny oddech, czuje wiatr”, ale to sen przez slowa. Tkwie nadal w wiezieniu zbudowanych z moich lekow i obaw, z moich niespelnionych snow. Czekam az mnie uwolni.
Czekam sama nie wiem na co, bo i tak nic nie wydarzy sie. Siedze na kamiennym murze w promieniach slonca, wiatr kolysze wlosy a slowa na usta sie cisna. Cisna, bo maja juz dosc uciekania i chowania sie. Maja dosc i chca wyjsc.
Usmiecham sie do zasypijacych mysli. Mowie: „Milo bylo. Wroccie kiedys znowu.”
Milcza. Zostalam sama. Wena odeszla. O ile w ogole to ona przyszla…
20.08.2008
Lepiej pozno, jak wcale. Ale czy aby na pewno?
Czesto juz sie nad tym zastanawialam, ale jakos zawsze znalazlam sobie wymowke by tego nie spisywac. Az… no wlasnie, az sie skumulowalo i wypelzlo slowami ukladajacymi sie czasem w trudne do zrozumienia zdania.
(Zawsze jak staram sie pisac ladne prace cos szlo nie tak i pytano mi sie o ich sens. Moze dlatego jestem pod tym wzgledem przewrazliwiona. No, ale wracajac do tematu.)
Pozno skapnelam sie , ze wielu moich tzw. „przyjaciol” to tylko znajomi i to na dodatek kiepscy. Jestem samotnikiem i przez to stronie czesto od ludzkiego towarzystwa. W skutkek czego mam niewielka garstke przyjaciol.
Ale mimo wszystko to troche smutne.
„Smutne, ale prawdziwe”, jak powiada moja kochana babunia.
6 marca 2017
Znalazlam kilka zgubionych postow z roznych lat, ktore mimo wszystko chetnie bym opublikowala.
2008:
14.02.2008
Nie umiem kochac, bo nigdy mnie tego nie nauczono.
Nie umiem mowic co czuje i chce, bo i tak nikogo to nie obchodzi.
Nie umiem tak wiele rzeczy, ktore ode mnie sie wymaga.
Jestem szczesliwa kiedy jestem sama, bo nie lubie byc zbyt dlugo z ludzmi.
Jestem szczesliwa gdy noc nade mna czuwa i gdy jestem zdala od wszystkiego.
Czuje i wiem, ze nie rozumiem mnie swiat. On nie jest na mnie gotow i nigdy nie bedzie.
Jestem jak dewotka, innych oczerniam a swoje za pazucha mam. Nie umiem kochac, czy czegos zalowac, bo taka stworzyla mnie moja rodzina.
Dorastalam sama bez tego co mnie mialo ksztaltowac i powiedziano, ze mam wszystkie ludzkie cechy, porzadnej i kochajacej osoby, ale to tylko obluda.
Fasada do obalenia, nieistniejacy juz mit.
Nigdy nie naucze sie kochac, bo tego nie potrzebuje. Wszystko co za zachcianke mam juz znalazlam i na polke odlozylam. W razie czego. To odwiedze znajomych czy to rodzine. Ale tak to nie potrzebuje milosci. Jest ona mi zbedna i wredna.
Zbyt bolesna i natretna.Ogranicza moja wolnosc. Potrafie wstac i wyjsc nie ogladajac sie za siebie i nie czujac skurcz serca.
Nie bede nigdy zalowac, bo mnie nie zalowano.
Nie zalowano moich zniszczonych marzen, nie zalowano wysmianych snow. Nie zalowano a ja mam zalowac?
Nie bede nigdy w pelnio czlowiekiem, bo by moc nim byc trzeba umiec kochac, przebaczac i przepraszac. A ja z tych rzeczy umiem klamac. Potrafie pieknie pisac, ale za nimi nie kryje sie wiele. To puste wartosci, pojecia bez zastosowania. Umiem je, bo mi je powiedziano:”zapamietaj!”, ale nigdy nie wyjasniono po co i do czego.
Jestem nowoczesna wersja I.A. Urodzona z natury, przemienia w bezduszna istote z pozoru wygladajaca jak mala nieistotna jednostka. Ale to od jednostki sie zaczyna. To one poruszaja masy, to one potrafia na nie wplywac, jak Titanic na gore lowdowa. Zmienic poglady, zmienic wiare, tok myslenia. Zmienic wszystko co duszy daje sily do zycia by udusi sie sama. „Bo na co? Bo po co?” – to w dzisiejszych czasach.
Nigdy mnie nie zalowano, nigdy mnie spytano. Tylko wybrano i kazano, a teraz… gdy juz za pozno…
chca bym kochala, rozumiala i wybaczala…
„Jak?” – pytam. „Po co?” – pytam. A oni bo tak trzeba, bo tak z milosci. Ale ja nie mam milosci, jest tylko fasada mitow do obalenia.
14.05.2008:
Czasami dziwie sie samej sobie skad biore, co niektore slowa. Czasem napisze cos ladnie i skladnie, ale najczesciej powtarzam sie.
Pisze, bo sie udusze.
Musze cos robic, musze cos pisac. Bez tego nie umiem.
Nasmiewali sie ze mnie, ze poezje pisalam, ale gdy moj polonista i jeden „cool kid” powiedzieli, ze to super co robie, to sie zmienilo troche. Ale nie za wiele. I tak bylam inna jak oni. Probowali sie czepiac, ale szybko pozalowali, gdy poznali Oreze Slowa, ktore dozywotnia zlosnica posiada. Zamknieli buziuchny i basta! Ale i tak bylo dalej inaczej.
Teraz tez jest inaczej.
Matura zdana. Prawie 3 lata w Hamburgu, przeszlo 2 lata blog. Prawie ta sama co dawniej, prawie inna.
Wszystko dookola zmienia sie tylko ja jakos nie mam na to ochoty. Nie mam na to wcale ochoty.
Mi jest dobrze jak jest. Ale nie swiat chce zawsze lepiej. Czasemi zastanawiam sie: „Na co?”. No, ale to ma tak byc… Tak sadze…
Powiedziano mi, ze mam byc przyzwoita osoba, a nie dano duzo przykladow. Kazano byc idealem a ja takiego nigdy nie widzialam, a pojecia nie rozumiem do dzis.
Czuje sie samotna pomimo przyjaciol. Czuje pustke tkwiaca w sercu, bo ich nie ma teraz kolo mnie. Oni nie maja teraz czasu dla mnie. Kazde z nas goni za tym co mu los kazal szukac. Podano przyklady i kazano wybrac, i teraz gonic za tym celem. Za marzeniem, tylko czy na pewno naszym wlasnym? Ciagle dostaje nowe pomysly, ciagle pokazuja mi inne sposoby by byc kims kim nie chce byc.
Umieram w kolejnej skorupie.
Umarla skorupa zludzen i fasad mitycznych. Ale za to znalazla sie inna. Silniejsza…
„Siedze na szczycie swiata i czuje moj wlasny oddech, czuje wiatr”, ale to sen przez slowa. Tkwie nadal w wiezieniu zbudowanych z moich lekow i obaw, z moich niespelnionych snow. Czekam az mnie uwolni.
Czekam sama nie wiem na co, bo i tak nic nie wydarzy sie. Siedze na kamiennym murze w promieniach slonca, wiatr kolysze wlosy a slowa na usta sie cisna. Cisna, bo maja juz dosc uciekania i chowania sie. Maja dosc i chca wyjsc.
Usmiecham sie do zasypijacych mysli. Mowie: „Milo bylo. Wroccie kiedys znowu.”
Milcza. Zostalam sama. Wena odeszla. O ile w ogole to ona przyszla…
20.08.2008
Lepiej pozno, jak wcale. Ale czy aby na pewno?
Czesto juz sie nad tym zastanawialam, ale jakos zawsze znalazlam sobie wymowke by tego nie spisywac. Az… no wlasnie, az sie skumulowalo i wypelzlo slowami ukladajacymi sie czasem w trudne do zrozumienia zdania.
(Zawsze jak staram sie pisac ladne prace cos szlo nie tak i pytano mi sie o ich sens. Moze dlatego jestem pod tym wzgledem przewrazliwiona. No, ale wracajac do tematu.)
Pozno skapnelam sie , ze wielu moich tzw. „przyjaciol” to tylko znajomi i to na dodatek kiepscy. Jestem samotnikiem i przez to stronie czesto od ludzkiego towarzystwa. W skutkek czego mam niewielka garstke przyjaciol.
Ale mimo wszystko to troche smutne.
„Smutne, ale prawdziwe”, jak powiada moja kochana babunia.
Komentarze
Prześlij komentarz