posty z 2010...
zgubione posty 2010…
10 marca 2017
dalszy ciag moich zgubionych postow, tym razem 2010…
20.03.2010
Jest wiele miejsc na swiecie, do ktorych mozna by sie wybrac. Ale najpierw trzeba tego chciec i sie nie bac.
Moze obaw bym nie miala, ale sama nie umiem sie wyrwac z tej paplaniny falszerstw i obludy, by moc uciec bez zadnych zbednych obaw. Bez zadnych wyrzutow sumienia. Tak poprostu wsiasc na „one way ticket” i nie wrocic tu.
Tylko jeszcze nie wiem jak. To za trudne by myslec w przebiegu coß, kiedy? i jak?, bez niespodzianek bez jakichkolwiek przeszkod. Poprostu gladko i latwo, bym mogla wymknac sie oknem. I z plecakiem, dusza na ramieniu isc i nie wrocic. Zapomnic co tu jest. Isc przed siebie i zyc jak mowia „carpe diem”. Bez trosk, bez zmartwien. Wolnoscia wiatru, wyborem slonca, krokiem chmur i ulga deszczu. Chce moc oddychac pelnia persi bez obway o kroczacym za mna cieniem. Chce moc byc soba dluzej jak jeden dzien. Chce tak nie wiele, ale zarazem za duzo…
Nie moge uciec mimo, ze sie dusze…
23.03.2010
Ironia lubi sie nabijac z ludzi. Lubi im udowadniac, ze w zyciu nigdy nie bedzie latwo. No bo i dlaczego? Nie bylo, nie ma i nie ma byc. Sprawa niby prosta i oczywista, ale nie dla kazdego istotna. Dlatego, ze jeszcze zdarzaja sie istoty myslace i marzace sercem, ktorym nawet najostrzejszy wiart w oczy, tylko bryza jest.
Tez tak bym chciala…
Chcialabym, bo poki co nie umiem tak. Ale jak to ladnie gwara sie mowi: „Jak drzwi zamkniete to oknem”. Moze i jest to sposob?
Sposoby nie sposoby, myslenie samodzielne nigdy nie zginie. A mozna o wszystkim i niczym myslec. Mozna tez marzyc zamiast sie zastanawiac. Mozna snic i czuc sie lekkim jak puchowy obloczek. Tylko obloczki nie spadaja gdy sie zbudza. My tak…
Tyle razy ile juz bylam prawie prawie na prostej drodze, cos przesuwa sie kolo mnie cichutko i zastawia mi dalsza wedrowke.
Ironizujac zycie to wystarczy skrotowo – papier toaletowy- napisac. A ironizujac ironie – samo zycie.
Czy brzmi to spraweidliwie?
Chyba nie. Raczej nie. Bo ja wiem…
Nikt juz powoli sie nad tym nie zastanawia. Zyja swoimi zywotami, nie pelnymi myslenia, odbebnianiac zaleglosci i czekajac na samoistna poprawe bytu. Tylko w zyciu nic nie dzieje sie samoistnie. Musi najpierw byc przyczyna by byl skutek i efekt.
Nie trzeba byc Einsteinem by wiedziec, ze gdybanie nic nie pomaga materialnie, ale pozwala wygadac sie niewyrzytemu „ego”. „Ego” czasem zbyt duza litera pisanym.
Ludzie zamiast cieszyc sie zyciem, konsumuja je jak krotko smakowa gume do zucia i potem wypluwaja. Nie patrzac na nic wokol nas. A ci co wyrwali sie na moment oddechu z tego kregu zagubienia uchylaja rombek tajemnicy czy to natury czy ludzkosci. A my „uspieni zyjacy” zachwycamy sie i zazdroscimy nawet porzadnie nie pronujac sie tez wyrwac. A szkoda…
I nic. Chyba juz tak pozostanie, ze nie umiemy sie przebudzic z nadal trwajacego letargu. A zycie mija nam kolo nosa, jak natretny komar w upalna noc.
07.07.2010
Kiedys mialam marzenia teraz mam tylko bole… Tak to jest kiedy chce sie za duzo naraz osiagnac i do tego ma sie TYRANA obok siebie.
Stracilam nadzieje na to, ze spelnie jedno z moich marzen. W tej chwili nawet boje sie myslec o chwili terazniejszej. To wszystko skomplikowalo sie za bardzo jak na moje umiejetnosci radzenia sobie. Moja stabilnosc, zaradnosc i samodzielnosc poszly w las…
Pozostalam pusta, bez wyrazu, bez smaku, bez niczego… jestem tylko pustym opakowaniem z wypalonym wkladem.
Prosze raz napelnic!
Znow faza zyciow kiblowa. Szkoda wiecej slow.
10 marca 2017
dalszy ciag moich zgubionych postow, tym razem 2010…
20.03.2010
Jest wiele miejsc na swiecie, do ktorych mozna by sie wybrac. Ale najpierw trzeba tego chciec i sie nie bac.
Moze obaw bym nie miala, ale sama nie umiem sie wyrwac z tej paplaniny falszerstw i obludy, by moc uciec bez zadnych zbednych obaw. Bez zadnych wyrzutow sumienia. Tak poprostu wsiasc na „one way ticket” i nie wrocic tu.
Tylko jeszcze nie wiem jak. To za trudne by myslec w przebiegu coß, kiedy? i jak?, bez niespodzianek bez jakichkolwiek przeszkod. Poprostu gladko i latwo, bym mogla wymknac sie oknem. I z plecakiem, dusza na ramieniu isc i nie wrocic. Zapomnic co tu jest. Isc przed siebie i zyc jak mowia „carpe diem”. Bez trosk, bez zmartwien. Wolnoscia wiatru, wyborem slonca, krokiem chmur i ulga deszczu. Chce moc oddychac pelnia persi bez obway o kroczacym za mna cieniem. Chce moc byc soba dluzej jak jeden dzien. Chce tak nie wiele, ale zarazem za duzo…
Nie moge uciec mimo, ze sie dusze…
23.03.2010
Ironia lubi sie nabijac z ludzi. Lubi im udowadniac, ze w zyciu nigdy nie bedzie latwo. No bo i dlaczego? Nie bylo, nie ma i nie ma byc. Sprawa niby prosta i oczywista, ale nie dla kazdego istotna. Dlatego, ze jeszcze zdarzaja sie istoty myslace i marzace sercem, ktorym nawet najostrzejszy wiart w oczy, tylko bryza jest.
Tez tak bym chciala…
Chcialabym, bo poki co nie umiem tak. Ale jak to ladnie gwara sie mowi: „Jak drzwi zamkniete to oknem”. Moze i jest to sposob?
Sposoby nie sposoby, myslenie samodzielne nigdy nie zginie. A mozna o wszystkim i niczym myslec. Mozna tez marzyc zamiast sie zastanawiac. Mozna snic i czuc sie lekkim jak puchowy obloczek. Tylko obloczki nie spadaja gdy sie zbudza. My tak…
Tyle razy ile juz bylam prawie prawie na prostej drodze, cos przesuwa sie kolo mnie cichutko i zastawia mi dalsza wedrowke.
Ironizujac zycie to wystarczy skrotowo – papier toaletowy- napisac. A ironizujac ironie – samo zycie.
Czy brzmi to spraweidliwie?
Chyba nie. Raczej nie. Bo ja wiem…
Nikt juz powoli sie nad tym nie zastanawia. Zyja swoimi zywotami, nie pelnymi myslenia, odbebnianiac zaleglosci i czekajac na samoistna poprawe bytu. Tylko w zyciu nic nie dzieje sie samoistnie. Musi najpierw byc przyczyna by byl skutek i efekt.
Nie trzeba byc Einsteinem by wiedziec, ze gdybanie nic nie pomaga materialnie, ale pozwala wygadac sie niewyrzytemu „ego”. „Ego” czasem zbyt duza litera pisanym.
Ludzie zamiast cieszyc sie zyciem, konsumuja je jak krotko smakowa gume do zucia i potem wypluwaja. Nie patrzac na nic wokol nas. A ci co wyrwali sie na moment oddechu z tego kregu zagubienia uchylaja rombek tajemnicy czy to natury czy ludzkosci. A my „uspieni zyjacy” zachwycamy sie i zazdroscimy nawet porzadnie nie pronujac sie tez wyrwac. A szkoda…
I nic. Chyba juz tak pozostanie, ze nie umiemy sie przebudzic z nadal trwajacego letargu. A zycie mija nam kolo nosa, jak natretny komar w upalna noc.
07.07.2010
Kiedys mialam marzenia teraz mam tylko bole… Tak to jest kiedy chce sie za duzo naraz osiagnac i do tego ma sie TYRANA obok siebie.
Stracilam nadzieje na to, ze spelnie jedno z moich marzen. W tej chwili nawet boje sie myslec o chwili terazniejszej. To wszystko skomplikowalo sie za bardzo jak na moje umiejetnosci radzenia sobie. Moja stabilnosc, zaradnosc i samodzielnosc poszly w las…
Pozostalam pusta, bez wyrazu, bez smaku, bez niczego… jestem tylko pustym opakowaniem z wypalonym wkladem.
Prosze raz napelnic!
Znow faza zyciow kiblowa. Szkoda wiecej slow.
Komentarze
Prześlij komentarz