posty z 2011...

Zgubione posty 2011…

13 marca 2017


Jeszcze kilka postów do pełnego szczęścia…

07.03.2011
Nie wiem czy dostałaś mój poprzedni list, ale ten jest też nie różny od innych. Ciągle opisuje ci jak się czuję, ale ty jakoś nie odpisujesz co tak naprawdę u ciebie.
Myśleć mogę godzinami i i tak nic nowego nie wymyślę. Czuję się pusta. Zamknięta. Samotna. Opuszczona. Niezrozumiana. Czasem wręcz zapomniana. Dziwne, zaraz jak wypisuje jak się czuję, chcę automatycznie wszystko usprawiedliwiać. Jak wszystko wokół mnie psuło się właśnie z mojego powodu. Mimo, że wiem iż tak nie jest, nie mogę pozbyć się tego natarczywego uczucia. Cokolwiek robię, cokolwiek myślę zawsze obraca się przeciw mnie. (Nawet moje hobbys.) Czuję się jakbym była dywanem świata, a on po mnie delta ponieważ jestem za mała. Za mała by połapać się w tej całej karuzeli powiązań i rzeczy, których ludzie ambitni robią dla sukcesu.
A jak tak nie potrafię. Mam pewne hamulce powstrzymujące  mnie od życia i radowania się nim. Nie potrafię porostu wyjść z mojej pułapki, którą sama sobie zbudowałam poczuciem obowiązku i być wolną niezależną istotą.
Więc jestem nadal szarym klupem bez osobowości. Popychadłem dla innych. Tak  zwyczajnie nadzwyczajnie bez znaczenia.
Chcieć a móc to dwie różne siły. Chciałabym być sobą – nie mogę, bo nikt mnie takiej nie lubi, wręcz nienawidzą. Sądzą, że jestem chora psychicznie. Chciałabym móc zmienić moje życie, wyjść i zacząć żyć pełnią życia.  Pragnę spokoju dla samej siebie, ale świat tego najwyraźniej nie chce…

28.03.2011
Czasem zastanawiam się czy pamiętasz, że istnieje. Bo mam nie miłe uczucie, że tylko jak ci się przypomnę to wiesz o mnie. A tak to jestem ci bardziej jak obojętna.
Przykre stwierdzenie a moja teza jest potwierdzona przez twoją praktykę odpisywania.
Jestem tak zagubiona, że pomimo iż nie odpisujesz pisze do ciebie dużo i często. Chcę się podzielić sobą, zapytać jak się czujesz. Dowiedzieć co słychać nowego.

29.03.2011
Mam wrażenie, że nie istnieje. Że przestałam istnieć, a twoją osobę to nie interesuje.
Smutne, ale odczuwam różnicy. Nie odczuwam już różnicy czy cię odchodzi.
Wszystko stanęło w miejscu. Świat kręci się dalej, a ja staję się nie czuła, obojętna na to.
Wszystko jest jakby nic, nikomu nie brakuje mnie. Stoję pusta, obojętna i nie potrafię mojego stanu zmienić.
- – - -
Często duszę się moim niemym krzykiem.
Wyciągam ręce o pomoc do ciebie, ale ty ich unikasz.
Odsuwasz się, obojętnie idąc dalej.
Zostawiając tylko kilka słów dla mnie bez znaczenia.
Duszę się niemym krzykiem i nie mogę wyrwać z duszącego uścisku obowiązku.
Wołam, ale idziesz dalej samej tonąc w życiu.

08.04.2011
Dziś chciałabym móc ci napisać coś nowego, ale nie mogę. Jest wciąż to samo.
Nowa rana doszła tylko.
Twarz mam zakrwawioną od niemego krzyku i czekam aż to wszystko się skończy. Byle się skończyło bez względu jakie będzie zakończenie. Bo to cierpienie jest mi już ciężarem.  Balastem bez końca. Powtarzającym się mustrem bez sensu. Bolesnym wspomnieniem, upokarzającym cierpieniem i wieczną teraźniejszością.
„Moją zwykłą szarą teraźniejszością”.
Nie mam sił do walki. Zabrakło mi… Braknie mi sił do życia, zanika wola bycia. Silnieje słabość i pustka. Wzrasta obojętność, nie ma paniki o życie. Zabrakło mi woli, sił i ochoty…
„Życie jest mi zwykłą szarością i wiecznie trwajacą teraźniejszością.„
Niemy krzyk.
Moja cisza, świata nie obchodzi.
Zaginęłam już dawno pośród innych.
Przezroczysta.
Nieczysta.
Splamiona.
Zakrwaniona.
Obdarta.
Naga.
Pusta.
Smutna.
Mimowolna.
Zniewolona.
Zamknięta.

13.04.2011
Nawet nie pamiętam kiedy dokładnie zaczęłam zbierać listy.
Piszę ci dużo, piszę ci mało, ale rzadko wysyłam…  Nie wiem jak to wyszło, że nie potrafię już z ludźmi rozmawiać. Nie potrafię na nich patrzeć. Z nimi żyć. Mam sine worki pod oczami. Mam fioletowe siniaki na ciele. Mam poszarpaną dumę. Nie ma nic.
Piszę ci i piszę, ale nie potrafię żadnego ci wysłać.
… Wstydzę się samej siebie. Wstydzę się tego czym się stałam lub lepiej co ze mnie zostało. Nie potrafię już nawet wymienić jak wiele uległo zmianie. Jak wiele straciłam, jak mało mam sił do życia.
Nie wiem co mam jeszcze zrobić. Co mam zmienić, co mogę jeszcze uratować. Ale i tak nic nie wyszło. Wszystko na marne.
Jeśli myślałam, że ludzie o siebie wzajemnie dbają, to się myliłam. To dopiero wtedy, gdy ich potrzebowałam, nauczyłam się nowej lekcji – JESTEM SAMA.
Świat nie chce o mnie słyszeć, porzucił mnie.
Porzucił tak jak ja porzucam powoli nadzieję.

19.04.2011
Próbuję żyć. Próbuję próbować. Nic mi nie wychodzi. Czuję tylko ból i poniżenie. Wszystko boli.
Duma, godność, szacunek, samodzielność – poszło w świat zostawiając mnie samą sobie.
Zostawiając na pastwę losu.
Moje ciało czuję się brudne, spalmione. Wręcz takie obrzydliwe i obce. Nie czuję nic prócz wieczności katusz…
Chcę żeby nastała cisza. Piękna i subtelna, ta prawdziwa z bajki. Chcę żeby nastąpiła cisza.

25.04.2011
Jak pomyślę, jak życie innym ludziom się układa to zastanawiam się czy mam płakać czy się śmiać. Inni mają jeszcze gorzej, ale… Ale są tacy co mają za dobrze. Im się udało. Mają pracę, własne mieszkanie, telewizory, samochody czy też motory…
A ja? Ja mam siniaki, które nikogo nie obchodzą. Nie mogę się z tym pogodzić, że obowiązek że mną wygrał i nie ma już mnie na dobre. Zmarła resztka mojej wolności zostało szambo.
Czuję się jak szambo.

05.05.2011
Czy czas płynie czy stoi, dla mnie nie robi to już różnicy.
Siedzę na skrawku życia i nie wiem co dalej. Chcę krzyczeć a nawet nie umiem już płakać. Nie umiem znaleźć żadnej iskierki szczęścia.
Moje całe życie było szare i nudne. Nie umiałam wtedy nic, a gdy już się odrobinę czegoś nauczyłam, niewolnictwo tyranizacji zabrało mi jeszcze więcej jak miałam.
I obojętnie ile się będę dalej zastanawiać nic nie zmienię. Poczucie obowiązku i brak perspektyw załatwiają sprawę.
Jestem we własnym debiliźmie uwięziona.
Chcę wolności, chcę wiatru a mam przemoc.
Jestem już pozostałością tego co było możliwe. Nie wiem co mogło by się jeszcze wydarzyć by cokolwiek się zmieniło.
Ale na to straciłam już wszelką nadzieję.
Umrę w kałuży poniżenia, depresji i własnej krwi.
Umieram powoli jak umiera zniszczona dusza, bo ciało może (?) jeszcze trochę wytrzymam, ale ja sama na pewno już nie.
- – - -
Ten kto wymyślił życie popełnił błąd. Życie człowieka jest porażką istnienia.
Niszczę siebie samą, niszczę wszystko wokół siebie, niszczę nie wiedząc jak i gdzie cały świat…
… bo przecież to musi być moja wina, że jesteś leniem, że zaśpisz, że nie zdążysz czegoś zrobić. To musi być moja wina, no bo czyja inna?
Przecież to ja jestem winna, że ziemia się kręci i jest okrągła, więc spalić wiedźmę.
Spalić i zniszczyć to zawsze najlepiej zrobić – najłatwiej. Wszystko co pozostanie to tylko kurz i popiół.
Więc po co „nim omnis morial”.
To co pozostanie, nie jest jego warte.
To co pozostać by miało – tego nie zrobi.
Ginie życie, ginie wolność, ginie godność,
ginie to co nie powinno.
Zostaje gniew, zostaje nienawiść,
zostaje gwałt, zostaje przemoc,
zostaje to co nie powinno w ogóle istnieć.
Zmienić świat, by trzeba było…
Zmienić świat, by trzeba było…
… ale nikt nie daje rady.
Życie w bólu to porażka, to błąd.
A to jedyne konstante w tym wszystkim.

12.05.2011
Myślami błądzę, myślami najlepiej się błądzi. Nie można wszystkiego ogarnąć, nie można wszystkiego dotknąć, ale trzeba wierzyć.
Myślami błądzić i szybować tak ulotnie, tak swobodnie można.
Myślami jestem zawsze gdzie indziej.
Trzeba pracować, trzeba myśleć by przetrwać.
Myślami można swobodnie szybować, unosić się wolno jak ptak płynie po niebie. Nie wiąże cię nic, nie niszczy cię nic.
Wolność wznosi skrzydła wysoko, a myśli są ich motorem.
Pracuj lub giń, inaczej precz.
Myślami błądzę w labiryncie rozwiązań.
Myślami jestem gdzie indziej.
Nie potrafię się skupić, nie potrafię jedności znaleźć.
Ciągle jestem w pogoni za myślami.
Ciągle jestem w pogoni za samą siebie.
Giń lub pracuj, inaczej cię nie ma, bo kie było.
Myśli to paradoksy.
Myśli to żargon.
Myśli to żart.
Myśli to sen niespełniony.
Myśli to czasem wszystko co mam.

26.05.2011
Dzisiaj, mimo że nic nie zrobiłam zostałam gorzej potraktowana jak zdepnięte gówno. Tylko dlatego, że M. nie może poradzić sobie ze stresem, mam 3 nowe guzy na głowie (+ jeden na twarzy) i cały kark podrapany aż do krwi.
Głowa mnie boli i łokieć, bo tam też uderzyła telefonem, który potem jeszcze mi w plecy rzuciła. I była do tego zła, nie że nie złapałam i się rozpadł tylko, że mimowolnie dokonałam unika i nie trafiła. Za to dostałam jeszcze z pięści w twarz. Nie wspominając już o tych innych uderzeniach.
Siedzę w martwym punkcie.
Martwym, bo nie mam wyjścia.
1. Wyjadę to nie mam ani gdzie mieszkać ani pracy i skończę pod mostem. Bo nikt z mojej rodziny mnie nie pomoże, jeszcze wezmą M. stronę.
2. Jeśli zostanę to M. zatłucze mnie na śmierć. I to nie są puste groźby, jak przed 2 laty.
Teraz z każdym atakiem jest coraz gorzej, coraz agresywniej. Jej ataki są niekontrolowane.
Jak nie obronie się – boli, ale jak tylko próbuję się osłonić (nie mówiąc o obronie) – to krwawię potem, bo uderza jeszcze mocniej.
Albo jestem bezdomna i nie mam nic. Ginę pod mostem. Albo dam się zmasakrować psychopatce, której właściwie tylko chciałam pomóc, dlatego jestem gdzie jestem.
Stoję między młotem a kowadłem i nie widzę żadnego rozwiązania. Nie mam nawet nikogo kto by mnie wspomógł.

Dodatkowa „rozmowa” przerodziła się w mordobicie. Mój łokieć jest już śliwkowy, głowa całą poharatana paznokciami a kark wzdłuż kręgosłupa aż do połowy łopatek, jest zakrwawionym polem po paznokciach.
Wszystko mnie boli… Ale już nie duma czy godność, tego nie posiadam od pierwszego uderzenia. Kiedy naiwnie uwierzyłam, że już drugi raz tego nie zrobi.
Zastanawiam się, która część ciała mniej mnie boli, ale nie mogę odróżnić. Ból jest silny i pulsujący po całym ciele.

12.07.2011
Czasem głośniej myśląc, słyszę własny wewnętrzny płacz. Płacz żalu i rozgoryczenia. Płacz smutku i wstydu. Płacz tego wszystkiego co już nie mam.
Jestem pustą skorupa bez niczego.

09.08.2011
Faraway, faraway I want to be…
Tak jak z jednej piosenek, chcę być daleko stąd. Chcę być gdzie indziej. Gdzieś gdzie jest spokojnie i nikt mi nie robi zarzutów oto kim jestem, a raczej oto kim nie jestem.
Jeśli wszystko przemija to dlaczego cierpienie tego nie robi?
Tyle już myśli umknęło mi przed spisaniem i już nigdy nie wrócą.
Chciałam być człowiekiem, nawet urodziłam się z możliwością bycia nim, ale byłam tylko gówniarą. Potem wyrzutkiem i pośmiewiskiem. Teraz jestem strzępkiem.
Wrak tonie… „S.O.S.- proszę już nie ratować!”
Może jakby ktoś mnie wcześniej zauważył i chociaż radę dał, w którym kierunku mam iść. Ale nic takiego się nie zdarzyło. A ja moim lenistwem przegapiam wszytko, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Tyran nieszczęść to właśnie ja. Zadręczam się w marzeniach dziennych, tonę w obłokach niebieskich a nie potrafię zapamiętać co jadłam na śniadanie, o ile w ogóle jadłam.
Ironią jest moje życie krzyczące za wolnością, za ucieczką, ale pozostające w jednym i tym samym miejscu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

... dramastica.blog

kuzynka...

Czarna środa