I jestem niby jaka jestem....

I jestem niby jaka jestem. Ale boję się tego i to bardzo. Sama nie wiem dlaczego.
Każdy cieszy się być sobą. Ja lękam się przed tym.
Nigdy mi na to nie pozwolono. Nigdy nie miałam uczciwej szansy poznać samą siebie.
Chodzę na terapię, ale powoli i tak nie uchronnie, boję się, że nic dalej nie pomogą.
Według terapeutów zrobiłam duże postępy.. Tylko ja ich jako takich nie widzę na co dzień.
Próbuję zapisywać moje myśłi by dać im ulotnie. To pomaga sie rozładować. Mam nadmiar myśłi i albo je spiszę albo będę sie wyłączać. A tego ostatniego wolałabym uniknąć. Całe moje życie się wyłąćzałam, bo było mi tego za dużo. Smutne, ale prawdziwe.
Nie nauczona mnie ochodzić sie z życiem a kazano żyć.
O ironio losu, jak często będziesz dalej ze mnie kpić.
Siedzę z zeszytem w ręce i daje upust temu co kocham i pragne najmocniej. Chciałabym móc wyzwolić to wszystko co we mnie drzemie. Dać temu wolności i swobodę życia. Może wtedy czułabym się lepiej być sobą.
Walczę o samą siebie, z ironią, bo nie znam dokładnie siebie. Uczę się dopiero siebie samą odkrywać. A to długa droga by połaczyć jedno ogniwo z drugim. By połączyć wszystko w jedną spójną całości.
Połaćzyć marzenia z realiami będzie najtrudniejszą walką. Ponieważ moje marzenia są wielkie i głęboko w mojej duszy zapisane. A realia?... Te są szare i szorstkie w obojściu. Nie znają litości ani współczucia...
Niby jest łatwomyśleć, ale nieskładne chaotyczne myśłi w jedno połaćzyć to sztuka! Sztuka wręcz piękna, bo taka delikatna i krucha. A właśnie tego nauczyć się muszę. Pytanie finałowe, tylko kiedy? I jak?
Moja dusza literacka od kilku lat chowa się przede mną i unika wręcz mnie. A ja za nią tak teśnknie!!
Tęsknię za czymś co popchnie mnie do przodu. co da mi sił na przód.Co pokaże jeden właściwy kierunek. Kierunek, którego w tej chwili nie mam. Kierunek co nie tylko spokój mi da, ale też siłę i odagę na nowe. By nauczyć się nowego.
Jestem rozbita, bo nic nie posiadam a dusza krzyczy! A dusza łka... Łka za niepojętnym pięknem, którego w moim życiu, w tej chwili brak.
Tyle nie dociągłośći, tyle braków... Aż dziw, że jeszcze się wszystko trzyma. Tylko czego się trzyma?
Chyba tych ciągłych, nieosiągalnych marzeń, które więcej bolą jak otuchy dają. Tyle paradokśów, że nie wiem od którego zacząć naprawiać...
Jest zbyt wiele do naprawy... Tak zbyt wiele...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

... dramastica.blog

kuzynka...

Czarna środa